Gdzieś na skraju wieczoru
Postawiony na
fajerce
Jeden
garniec bulgocący
Jedno i
drugie
Okropnie
gorące
Gratulujesz mi
Takiej głowy
Mówisz że to
słońce
Pędzi myśl
za myślą
Słońce
słońce
Raczej nie
do wygaszenia
Jakieś
dziwne palenisko
Nawet gdy
jestem
Palenisko
jakby nigdy nic
Ponad
wszelkimi
Przeciwnościami
losu
Zawsze tak
samo beztrosko
Tańczy
płomieniem
Jak wyciszyć tę głowę
Gdy tu już późna noc
A głowa
Zupełnie tego
Nie dostrzega
I dalej buzuje
Jakby nigdy nic
Póki trwa

Nawet na krótki sen
Spocząć nie może
Nie może spocząć nikt
Bo gdy zbudzisz się
Wolnego Słowa
W Polsce jużNie będzie
Zostaną zgliszcza
I przy zgliszczach cień
Cień Tragedia
I nie stanie się już nic
Co miało się stać
Bo jak może się stać
Gdy Słowo zawsze
Ma być na Początku
Tak bowiem
W Piśmie Świętym
Zapisane jest
Na początku było Słowo
A dziś iluż by chciało
Odmienić ten Bieg
Archiwum Internetowe
Stanisław Józef Zieliński
Tekst
Stanisław Józef Zieliński










Brak komentarzy:
Prześlij komentarz